poniedziałek, 28 maja 2012

Dni Łużyckie :-)

W sobotę byłam z moją kochaną Lilą w Żarach. Pojechałyśmy do sklepu, gdzie z Niemiec przywożone są rzeczy z wystawek. Moje oczy były w ogromnym szoku, jak zobaczyły tą ogromną halę i tyyyyyyyle fajnych rzeczy!!!!! Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym wyszła z pustymi rączkami :-) Kupiłam mały drewniany stołeczek, trzy pułeczki, na których będą moje naparstki, 6 drewnianych łyżek i drewnianą wagę szalkową - to wszystko do ozdobienia dekupażem oczywiście :-) Kupiłam jeszcze kawał płótna białego na obrusy i serwetki wyszywane haftem richelieu. Za wszystko zapłaciłam tylko 20 złotych. Lubie takie zakupy:-) Ale najlepszym hitem był 5 metrowy kawał materiału (wełniany flausz) za bagatela! 3 złote! Uszyję sobie z niego torebkę w pieknym granatowym kolorze i nafilcuję na nią piękne błękitne kwiaty. Z reszty materiału Lila chce uszyć sobie garsonkę na jesień. Po tym szaleństwie, pojechałyśmy do rynku na kawusię i słodkości. Odwiedziłyśmy sklep zielarski i oczywiście pasmanterię z włóczkami. W samym rynku odbywały się Dni Łużyckie. Odwiedziłysmy mnóstwo straganów z robótkami ręcznymi: były obrazy wyszywane haftem krzyżykowym, obrusy wyszywane haftem richlieu, szydełko, druty, ozdoby filcowe, no i dekupaż. Zaopatrzyłam się w nowe serwetki i papiery ryżowe. Jak przyjechałam do domu, od razy zabrałam się za ozdabianie butelek i słoiczków nowymi zdobyczami. Pierwsze spod pędzla wyszły pudełeczka kupione "na wystawce". Jeden dla mnie i jeden (ten z haczykiem) dla Lilii:


I butelka dla Lilii - dziekuję Liluś za miły dzień :-)



1 komentarz:

  1. No nie. Jesteś mistrzem! W obdarowywaniu, w dekupażu i wogóle... Ale miło zaczęty dzień.

    OdpowiedzUsuń