piątek, 20 września 2013

Ile kosztuje hand made?

Dzisiaj będzie długi post :-)
Pewnie wiele z Was zastanawiało się nad tym pytaniem, spotykając się z sytuacją, gdzie ktoś oglądając nasze wyroby rękodzielnicze mówił, że to za drogo i że w sklepie można kupić taniej :-) Otóż, nie dalej jak dzisiaj, ja również spotkałam się z taką sytuacją. Pewna Pani, oglądając moje ponczo zrobione na drutach, zapragnęła mieć takie same. Proponuję jej, że oczywiście zrobię jej i podaję cenę 50 złotych za robotę, chyba że chce jeszcze ode mnie kupić włóczkę, to doliczę cenę tejże włóczki. A, że jestem osobą wesołą i optymistycznie nastawioną do życia, widząc jej minę, zaczęłam się szeroko uśmiechać :-) Pani była wielce oburzona, że zdzieram z niej kasę i że to naprawdę nie wypada, bo w sklepie to ona sobie kupi dużo taniej. Tylko, czy w sklepie kupi TAKIE ponczo, zrobione ręcznie na drutach, wykończone ręcznie szydełkiem i jeszcze z nafilcowaną ręcznie aplikacją? I za jaką cenę tak naprawdę mogę sprzedać zrobione przeze mnie ponczo?
Zrobiłam sobie taką wyliczankę:
Kupiłam włóczkę – 2 motki za 14,90 = 29,80 zł
Wełna czesankowa – 3 kolory po 4,50 zł = 13,50 zł
Praca: pięć wieczorów po 3 godziny pracy = 15 godzin x 9,30 zł (tyle mi płacą w pracy, więc policzyłam tyle samoJ) = 139,50 zł
Razem KOSZTY zrobienia poncza to: 182,80 zł.
A jakbym chciała zarobić na tym ponczu, to ile mam policzyć zysk i za ile powinnam je sprzedać? :-)
Rękodzieło w Polsce jest niedoceniane. Od czasu do czasu mam troszkę zamówień do Wielkiej Brytanii i tam moje ponczo mogę sprzedać z zyskiem i jeszcze mówią, że tanio :-)
Swoją drogą, Pani Z poncza w sklepie nie kupiła, przyszła do mnie jeszcze raz, ale odmówiłam zrobienia. Uznałam, że tej Pani nie zrobię, bo nie potrafi docenić mojej pracy. Zresztą, nie tylko mojej.  Rękodzieło to praca ciężka, wymagająca mnóstwa cierpliwości i precyzji, ale przede wszystkim umiejętności. Kiedyś na necie czytałam takie fajne zdanie:


„Wstążkę daję Pani w prezencie, a płaci mi Pani za umiejętności” .

A teraz bransoletka hand made :-)
Zamówienie w kolorach Falubazu na niedzielne rozgrywki żużlowe :-) 


20 komentarzy:

  1. cóż mogę powiedzieć...amen:))))Esterko napisałam ci smsa:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak :-) a na sms już odpisałam :-))))))

      Usuń
  2. Zgadzam się z Tobą ;) ludzie by chcieli bardzo mieć rzeczy ręcznie wykonane... ale za darmo ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. ta pani niech kupi sobie włóczkę sama zrobi , będzie mieć taniej , co za naród chce wszystko tanio i za darmo , pozdrawiam Cię Esterko ))Marta Pycha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. problem w tym, że nie każdy potrafi, a jak często te własnie osoby nie doceniają umiejętności tych, którzy potrafią dziergać ;-) pozdrawiam Cię Marto :-)

      Usuń
  4. No właśnie . . . Cudem mogę nazwać sytuację gdy trafi się ktoś kto zechce kupić mój obrus za cenę, którą proponuję. Nikt nie rozumie, że wszystko słono kosztuje . . . płótno, koronka, mulina . . . Nie wspomnę już nawet o nocach spędzonych przy lampce z igłą w ręku. Nie potrafię jednak zrezygnować z mojego haftowania, decoupagowania . . . Chyba już się nawet przyzwyczaiłam, że szanse na sprzedaż z jakimkolwiek nawet najmniejszym zyskiem są wręcz nierealne i tylko komoda, pawlacz coraz bardziej wypchane od moich ręcznych robótek :)
    Ps. Pozdrawiam i bardzo gorąco dziękuję za kolejny przemiły komentarz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu, bardzo podobają mi się Twoje prace :-) Jesteś moim natchnieniem :-) pozdrawiam

      Usuń
  5. Tak trzymaj Esterko1!Ja też sę pod tym podpisuję,kochana jesteś moim natchnieniem, inspiracją ,a im więcej próbuję się czegoś nauczyć ,to sama widzę jaka to praca.Trzeba jeszcze mieć zdolności no i czas nie jest na sprzedaż .Może ktoś policzyć czas ile kosztuje?Pozdrawiam Cię moja kochana Esterko.

    OdpowiedzUsuń
  6. Podzielam Twoją opinię, że rękodzieło w naszym kraju nie jest w cenie. Niestety, na jego kupno stać przede wszystkim ludzi bogatych, a nasze społeczeństwo nie jest zamożne. Zatem większość Polaków woli tandetne, ale tanie chińskie produkty kupowane w supermarketach. Można tam znaleźć "prawie" ręcznie szydełkowane obrusy, "prawie" ręcznie haftowane serwety, no i te "prawie" ręcznie zrobione poncha... Na szczęście mamy możliwość sprzedawania naszego rękodzieła za granicę, bo tam ludzie są bogatsi i chcą mieć rzeczy unikatowe. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nawet nie chodzi o to, że za granicą ludzie są bogatsi i łatwiej jest sprzedać nasze wyroby. Chodzi o to, że rękodzieło jest bardziej doceniane, szanowane :-)

      Usuń
  7. Nie zapominajmy kochane, że tandeta chińska też jest hand–made, bo ktoś przy tych maszynach siedzi i szyje (także nakładcy). I to nie tylko inne kobietki, takie jak my, ale też dzieci. Mimo to nasze społeczeństwo, czyli my, kochane, kupujemy tą chińską tandetę–ciuchy, czy półprodukty–bo chcemy płacić mało, bo nas nie stać, itd. I oczywiście kompletnie nie interesuje nas jaką cząstkę z niskiej ceny, którą płacimy za tandetę, dostają ci, którzy ją robią, bo ich nie widzimy i nie chcemy widzieć (etykietka "chińska tandeta" zasłania nam ludzi). Same więc napędzamy ten biznes. Nie oburzajmy się więc, że rodzime rękodzieło nie jest w cenie. Dlaczego żądamy lepszego traktowania dla siebie i lepszych pieniędzy za nasze hobby, niż to, ile jesteśmy w stanie zapłacić innym? Tym bardziej, że sprzedajemy nasze hobby, bo za pracę z rękodzieła mogą się utrzymać tylko nieliczni artyści, to znaczy tacy, którzy robią rzeczy unikalne, wzory jednostkowe, a nie reprodukują z wzorów i materiałów powszechnie dostępnych... I nie okłamujmyy się, że robimy rzeczy unikatowe, bo w większości po prostu przerabiamy własne albo cudze wzory... Dla pań w Anglii dziewiarka z Polski to jest egzotyka (jak z Peru), więc czasem się trafi ktoś, kto dobrze zapłaci za tą egzotykę. Dla pani z sąsiedniej ulicy jesteśmy po prostu dorabiającą. A my same ile jesteśmy w stanie zapłacić za peruwiańską czapeczkę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po części może i masz rację... że społeczeństwo polskie kupuje chińskie produkty, bo nie stać kupić rękodzieła. Ale nie zgodzę się, że te produkty to rękodzieło. Widziałam na własne oczy jak wygląda chińskie rękodzieło i naprawdę grzechem jest porównywać rzeczy, które są ogólnie dostępne w sklepach nazywać hand -made. Widziałam też angielskie rekodzieło, a Polki i nasze rękodzieło nie są tam egzotyką :-)

      Usuń
  8. Estero, a jak Ty definiujesz rękodziło? Hand-made to dokładne tłumaczenie. Myślę, że niestety diabeł tkwi w szczegółach: mylimy rzemiosło z rękodziełem. Rękodziełem jest produkcja nakładcza, a jednocześnie rękodziełem jest rzemiosło, które wymaga wielkiej biegłości, która wynika z lat praktyki i wyobraźni artystycznej i poczucie estetyki produktu. W dzisiejszym świecie rzemiosło praktycznie nie istnieje, bo zastąpiła je masowa produkcja. Bywa rękodzieło, które jest najczęściej hobby. A wyroby hobbystyczne zwykle nie dorównują pracom tradycyjnych rzemieślników. Są po prostu rękodziełem, czyli czymś pomiędzy pracą nakładcy i rzemieślnika. I stąd wynika także cena rękodzieła.

    Z tym, czy Polki są czy nie są egzotyką dla Anglików nie będę polemizować, bo się nie da. :) Egzotyczność jest tak samo wynikiem pozycji społecznej, jak pochodzenia geograficznego (i innych różnic kulturowych, ale niekoniecznie narodowych...).

    Ja osobiście bardzo bym chciała, żeby za prace ręczne dostawać w Polsce godziwe pieniądze! Ale argumenty typu proste przeliczenie i podkreślanie wartości pracy ręcznej tylko dlatego, że to prawa ręczna, jest bardzo mało przekonujące...

    Przykład: mam koleżankę Amerykankę, która robi piękne quilty. To jest prawdziwa rzemieślniczka i artystka. Praktykuje przez lata, studiowała to co robi. To jest jej jedyne zajęcie zawodowe (oprócz prowadzenia domu). I, niestety, zupełnie nie jest się z tego w stanie utrzymać, choć jej quilty mogą wisieć nawet w galeriach! Koszt wykonania quiltu, po bardzo niskiej stawce godzinnej za pracę + cena nowych materiałów + profit za artyzm i wykonanie (wzory jej quiltów nigdy się nie niepowtarzają) daje cenę ponad $800.00 za sztukę. Oczywiście mało kogo na to stać, a trzeba wziąć pod uwagę, że bardzo zdolnych quilterów jest bardzo wielu. Popyt jest więc znacznie mniejszy niż podaż. Dodatkowo ceny zbijane są przez produkcję quiltów z zagranicy, które reprodukują amerykańskie wzory. Mojej koleżance więc robienie quiltów się po prostu nie opłaca... Jest totalnie sfrustrowana. W tej chwili wydaje książkę ze swoimi wzorami, bo to jedyny sposób, żeby coś na tym zarobić. Inni zatem będą powielać jej wzory, za małe pieniądze, a ona musi poszukać innej pracy, bo opłacalność jej rękodzieła determinuje koszt utrzymania jej i rodziny, który jest w Stanach oczywiście większy niż, np. na Węgrzech czy na Ukrainie. Innymi słowy: dobrze, że przebitka finansowa jest taka, że Polki, tak jak inne wschodnio-Europejki i kobiety z innych rejonów świata mogą sprzedawać swoje rękodzieło w bogatych krajach. Tyle, że podcinają w ten sposób rodzimą produkcję rękodzieła w tych zamożnych krajach i doprowadzają do tego, że rękodzieło, czasem naprawdę znakomite, umiera albo staje się hobby. To nas też dopada w Polsce. I w ten sposób kółeczko się zamyka...

    Sorry, że wlałam łyżkę dziegciu do morza słodyczy, ale myślę, że warto zobaczyć problem przez mniej idealizujące szkiełko. I może warto pomyśleć o sposobach, żeby polskie rękodzieło stało się atrakcyjne na polskim rynku, ale nie tylko poprzez zbijanie cen lub apele o utrzymywania wysokich cen, ze względu na "ręcznie robione", bo to zawracanie kijem Wisły... Niestety...

    P.S. Prowadzenie bloga, jako "budowanie marki" jest na pewno jednym z dobrych pomysłów. Lubię do Ciebie zaglądać, polubiłam Twoją wirtualną osóbkę :), i dlatego z przyjemnością kupiłam i będę nosić Twoją bransoletkę. To się tyczy także kilku innych osób. Ale czy taka klientela zapewni Ci stałe i godziwe dochody? Chyba nie... A dla wielu kobiet byłaby to przecież świetna alternatywa do pracy, której nie lubią i w której czują się wykorzystywane (albo są). Innymi słowy: chcemy tego samego, tylko jak tam dotrzeć?

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Również miałam podobną sytuację.
    Ludziom niektórym oczywiście wydaje się że,nam to chyba zajmuje chwilę wykonanie np.poncza czy chusty
    i jak śmiemy tak drogo cenić,
    przedmiot który wykonamy.
    Cenę jaką zaproponowałaś tej pani to symboliczne co łaska, kobita zrozumiała tylko było już za późno.
    Bardzo dobrze że odmówiłaś ,ktoś kto nie docenia ogromu pracy jaki się wkłada w dzieło które powstaje ręcznie nie zasługuje żeby nosić przedmioty rękodzielników .
    Pozdrawiam Estero serdecznie !!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ojejejej,powiem tylko tyle,że rękodzieła nie da się wycenić tak do końca miarodajnie, ale przynajmniej zwrot za mteriały i włożoną pracę jest konieczny. Ja np. szyję i dziergam dla siebie tylko bo nie mam więcej czasu-jestem księgową, która chętnie by zmieniła zawód na swoje pasje,ale słusznie zauważono, z tego trudno się utrzymać. Tak więc podziwiam osoby, które wykonują rękodzieło i rzemiosło za ich talent, ale nie wszyscy potrafią to docenić, dlatego albo sprzedać za godziwą cenę, albo pozostawić sobie lub bliskim.[pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
  11. Zgadzam się, że wiele osób nie potrafi docenić rękodzieła...

    OdpowiedzUsuń
  12. dokladnie, nikt nie docenia rękodzieła. Są tylko rzadkie wyjątki. Mój tata się przekonał robiąc grzyby z pustaków. Ja przez maleństwo nie mam czasu i chęci na robótki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojej, chciałabym zobaczyć takie grzyby z pustaków, muszą fajnie wyglądać :-) buziaki dla maluszka i dla Ciebie ;-)

      Usuń